Wszystko zaczęło się pewnego deszczowego popołudnia w małym miasteczku na północnym wschodzie New Jersey. Rodzina Millerów wróciła do domu po całym dniu pełnym zajęć i nagle, między stosami nieodebranej poczty na schodach, znaleźli kopertę. Nie miała znaczka ani nadawcy. Na papierze, którego krawędzie były delikatnie postrzępione, widniał tylko jeden napis, napisany drżącą, nierówną ręką: „Wiem, kim jesteście”. To miał być dopiero początek koszmaru.
Pierwsze listy przychodziły co kilka dni. Zaadresowane tylko imieniem lub, częściej, pseudonimem znanym tylko rodzinie. Treść nigdy nie była krótka czy banalna – zawierała drobiazgowe opisy ich codziennych zachowań, rozmów, a przede wszystkim tajemnic, których nikt poza nimi nie mógł znać. Szczegóły dotyczące rodzinnych kłótni, zdrad sprzed lat i miejsc, które dawno przestali odwiedzać, pojawiały się w listach jakby ktoś rzeczywiście obserwował każdy ich ruch z ukrycia. John Miller, ojciec rodziny, próbował zignorować sprawę, zakładając, że to ktoś z ich najbliższego otoczenia, zwykły żartowniś. Jednak im więcej nadchodziło listów, tym bardziej atmosfera w domu gęstniała od niepokoju.
Najbardziej przerażające było to, że listy nigdy nie dotyczyły tylko przeszłości. Z biegiem czasu zaczęły opisywać realne wydarzenia, które dopiero miały się wydarzyć: rozmowy między domownikami, które jeszcze nie miały miejsca, czy plany na najbliższe dni. Wszystko dokładnie, krok po kroku, jakby ktoś posiadał tę dziwną zdolność podglądania ich z przyszłości. Sarah, nastoletnia córka, znalazła w jednym z listów szczegółowy opis swojego tajnego pamiętnika, który przechowywała schowany pod łóżkiem – pamiętnika, który nigdy nikomu nie pokazywała i nie mówiła o nim głośno.

Próby zgłoszenia sprawy na policję nie przyniosły efektu. Funkcjonariusze potraktowali to jako nękanie anonimowe, ale brak śladów sprawcy sprawiał, że śledztwo utknęło w martwym punkcie. W domu Millerów napięcie rosło. Nie tylko przestali wychodzić z domu bez wzbudzania obawy, ale także bali się zostawiać tam jakiekolwiek prywatne rzeczy. Kamery bezpieczeństwa zamontowane na posesji nic nie zarejestrowały, a listy wciąż docierały, nawet wtedy, kiedy nikt nie wychodził na zewnątrz.
Kulminacja nastąpiła pewnej zimowej nocy. John obudził się z powodu uporczywego szelestu pod drzwiami wejściowymi. Sprawdził przez wizjer, ale nazewnątrz nie było żywej duszy. Na schodach leżała kolejna koperta. Tym razem gdy ją otworzył, zamiast listu, znalazł wewnątrz małe lustro z wyciętym napisem na plecach: „Patrz uważnie — tam, gdzie zaczynasz się bać, tam jestem ja”. Z trudem powstrzymując drżenie, odwrócił lusterko. W jego odbiciu jednak nie było niczego poza mrokiem korytarza… aż do momentu, gdy w rogu za nim dostrzegł sylwetkę przypominającą postać – bez twarzy, szarą i rozmytą, jak cień powoli rozpływający się w ciemności.
Od tego dnia rodzina Millerów zniknęła bez śladu. W domu znaleziono jedynie kolejną kopertę, tym razem leżącą tuż obok lusterka. Na kawałku papieru wypisano jedynie jedno zdanie: „Obserwator cierpliwie czeka na kolejną rodzinę”.
Nikt nigdy nie dowiedział się, kim był ten tajemniczy Obserwator z New Jersey, ani co naprawdę stało się z Millerami. Ale jedno jest pewne – jeśli gdzieś w niepozornym zakątku tego stanu dostaniesz list, którego treść zna więcej, niż powinien, lepiej nie ignoruj go. Bo może właśnie wtedy, gdy obudzisz się w środku nocy i zobaczysz cień za sobą, Obserwator stanie się twoją jedyną rzeczywistością.
