Jesień 2017 roku była chłodna i deszczowa, a noce przybierały długość, która sprawiała, że czas zdawał się rozmywać. To właśnie wtedy w małym, zapomnianym miasteczku na południu Polski pojawił się nowy, nieznany kanał telewizyjny – Kanał 666. Nikt z mieszkańców nie pamiętał, aby ktokolwiek kiedykolwiek zasubskrybował go w swojej ofercie kablowej. Nie było go też na liście zwyczajnych stacji ani w drukowanym przewodniku. Jednak kiedy dokładnie o 23:33 oczywiście nawigowali pilota, ekran nagle migotał i pojawiał się on – symbol ognistego trójkąta, pulsujący czerwienią i czernią, który zdawał się wciągać wzrok, niczym wir w otchłań.

Pierwsze transmisje to były ledwie przebłyski — nieczytelne obrazy, przesuwające się jak odbicia zgnilizny w mokrym piekle. Czasem pojawiały się sylwetki ludzi, ale ich twarze były rozmazane, ciała nienaturalnie skręcone i zanurzone w czerni. Wiadomości przypominały archaiczne przekazy, w których nie można było dosłyszeć słów, tylko czuć atmosferę niepokoju i rosnącego zagrożenia. Nikt nie potrafił nazwać tego zjawiska, a jednak kanał rozrastał się w mrokach internetu i kablówki, przyciągając ludzi z całego kraju.

Właściwa historia zaczęła się, gdy do redakcji lokalnej gazety trafił anonimowy e-mail. Jego autor twierdził, że Kanał 666 to nie żadna pomyłka techniczna, lecz połączenie z wymiarem równie realnym, co przerażającym – miejscem wypełnionym cierpieniem, nieskończonym ogniem i istotami, które nie powinny istnieć. Według wiadomości sygnał nadawany był przez stary telewizor znaleziony w ruinach podmiejskiego domu, do którego nikt nie odważył się wejść. Ktoś — lub coś — wkroczyło do naszego świata, korzystając z tego medium.

Jeden z dziennikarzy, Piotr, który zwykle nie wierzył w przesądy, postanowił to zbadać. Po godzinach spędzonych przed ekranem Kanału 666 zaczął odczuwać dziwne objawy — zimno przenikało przez skórę, głos z telewizora zdawał się, że szepcze jego imię, a sny zamieniały się w koszmary, gdzie poruszał się po rozżarzonym mieście pełnym bezimiennych krzyków i cieni uciekających w nieskończoność. Najgorsze jednak było to, że z każdym dniem zauważał coraz więcej osób z miasteczka oglądających ten sam kanał, a ich oczy traciły blask, jakby ich dusze powoli zanikały.

Pewnej nocy Piotr nie wytrzymał i wyłączył telewizor. Ekran zaskrzypiał, a obraz zniknął, pozostawiając zimny, czarny ekran. To miało być koniec. Jednak gdy spojrzał w okno, zauważył, że ulica jest pokryta krwistą mgłą, a w powietrzu unosił się zapach siarki i popiołu. Głos z kanału wydawał się przeniknąć przez same ściany domu, brzmiał teraz wyraźniej i prosto do niego: „Zostań z nami… na zawsze.” Piotr zrozumiał, że łącze między światami nie zostało przerwane. Telewizor był już tylko portalem.

Następnego ranka dom, w którym mieszkał dziennikarz, znalazł sąsiad. Zapach spalenizny oraz powyginane metalowe resztki telewizora to jedyne ślady po nim. Na kanale kablowym nikt już nigdy nie odnalazł Kanału 666. Mieszkańcy mówili potem o cieniach przemierzających miasteczko, a ci, którzy przypadkiem wspomnieli o tym, co widzieli, szybko znikali z życiorysu przyjaciół i rodziny.

Czy Kanał 666 naprawdę był oknem do piekielnych wymiarów? Czy z sygnałem przyszło coś, czego nie powinniśmy oglądać? Jedno jest pewne — czasem podświadomie wybieramy to, co nas niszczy, a telewizor w ciemności może pokazać więcej niż tylko obraz. Może ukazać nam same zaświaty.

I może warto się zastanowić, na ile przypadkiem nie włączyliście właśnie tego kanału.