Przełęcz Łysej Góry od zawsze kryła w sobie pewną tajemnicę, znaną tylko lokalnym mieszkańcom i krążącą w ich szeptach przy ogniskach. Miejsce, które na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od innych górskich szlaków w Beskidach – zalesione strome ścieżki, mgły wylewające się z dolin o poranku, nieprzewidywalna aura i zimne powietrze, które zdaje się wnikać w same kości. Ale gdy zapada zmrok, a księżyc jeszcze się nie pojawi, rozlega się cichy, niemal dziecięcy szept, nie wszyscy od razu zdają sobie sprawę, że to coś więcej niż wiatru szum.
O tej porze i w tym miejscu ma pojawiać się Mara.
Niezliczone pokolenia opowiadają o niej jako o duszy dziewczyny, która przed wiekami zginęła na Przełęczy. Później, z każdą kolejną dekadą, legenda ewoluowała, nabierając coraz bardziej niepokojących szczegółów. Opowieści o Marze krążyły wśród górali próbujących unikać pasa górskiego w nocy. Powtarzano, że jej duch nie może zaznać spokoju, bo rozdziera ją cierpienie i gniew, a jej szept ma moc, która jest przekleństwem dla każdego, kto odpowie jej głosowi.
Niedawno, dzięki historii jednej osoby, która przeżyła spotkanie z Marą, legenda nabrała nowego wymiaru – bardziej przerażającego i bardziej realnego niż kiedykolwiek przedtem.
Mój przyjaciel Kuba od zawsze był zapalonym piechurem i miłośnikiem Beskidów. To on pierwszy przyniósł mi tę opowieść. Podobno niczym nie różniła się od innych jego wypraw — zwykły wieczorny spacer po Przełęczy Łysej Góry z grupą znajomych zaraz po zachodzie słońca. Albo przynajmniej tak to miało wyglądać.
Była jesień, późny październik, a słońce chyliło się ku horyzontowi, gdy cała paczka wyruszyła na szlak. Chcieli spędzić kilka godzin w górach i wrócić przed nocą. Mimo to, jak często w takich sytuacjach bywa, plany się przesunęły. Po drodze zgubili się lekko, śmiejąc się z drobnych pomyłek i zbaczania z pierwotnej trasy. Zaczynało się ściemniać.
Zanim się zorientowali, byli już na Przełęczy. Mimo chłodu i wilgoci, atmosfera była wciąż lekka. To wtedy usłyszeli pierwszy raz to coś – niemal nieuchwytne westchnienie, ledwie słyszalny szept wyłaniający się z poruszających się drzew, mieszający się z trzaskiem łamanych gałęzi.
Kuba zareagował śmiechem, przekonany, że to odgłosy natury albo ktoś z ich paczki próbuje ich lekko przestraszyć. Nikt jednak nie przyznał się do żadnego żartu.
Nagle szept przerodził się w wyraźne wołanie: „Pomóż mi…”
Jakiś głos — przywołujący, miękki, ale pełen rozpaczy — brzmiał tak wyraźnie, że wszyscy zamarli. Był to głos dziewczyny, młody, dziewczęcy, prawie płaczący.
Kuba spojrzał na grupę. Nikt właściwie nie potrafił wyjaśnić skąd ten szept. Ktoś z nich mruknął: „To musi być ta Mara…”
Chwila milczenia. Wtedy, impulsywnie, Kuba odpowiedział: „Kim jesteś? Co się stało?”
Nagle cisza zapanowała wokół nich. Szept ucichł – na kilka chwil… po czym rozległ się ludzki, fizyczny śmiech, zimny i pusty, niosący się echem między drzewami.
Nadchodziły dziwne rzeczy.
Następnego ranka Kuba zauważył, że coś jest nie tak.
Przez całą noc nie wydał z siebie ani słowa. Śnił o dziewczynie o bladym, zmarzniętym od zimna obliczu. Miała długie, rozpuszczone włosy, a jej oczy zdawały się błyszczeć dziwnym światłem. Szepczała coś bezustannie.
Kuba otwierał usta, ale nie mógł wydobyć z siebie dźwięku, jakby ktoś zablokował mu gardło. Próbował mówić – na próżno.
Kiedy spotkał się z przyjaciółmi następnego popołudnia, usiłował powtórzyć słowa, opowiedzieć, co się wydarzyło, jednak tylko zduszony, niemal bezgłośny szept wydostał się z jego gardła.
Z czasem zrozumiał gorzką prawdę — jego głos został… tam, w górach. A raczej: z Marą.
Legenda mówi, że kiedy Mara woła o pomoc i ktoś odpowie, jego głos jakby zostaje wyciągnięty ze środka. Zniknie z ust, ale stale unosi się w mglistych dolinach i na przełęczy. Wędruje razem z nią, związany z jej duszą jak łańcuch niewidzialny dla oka.
Kuba przez kilka dni próbował się porozumieć. Sytuacja stała się coraz bardziej dramatyczna, bo bez głosu trudno się funkcjonuje. Nikt w mieście nie wierzył w jego opowieści. Początkowo myśleli, że to jakiś rodzaj traumy, histerii, a może niegroźnej infekcji gardła.
Z czasem Kuba zaczął dostrzegać, że gdy zbliża się do Przełęczy, czuje się dziwnie – jego myśli robią się niespokojne, a w uszach szumi ten sam szept, który słyszał tamtej nocy. Tej dławionej, niemal rozerwanej prośby.
Postanowił wrócić.
Sam, to przecież jego własny głos był w tej chwili więźniem cudzej duszy, a przecież każdy głos jest częścią człowieka.
Gdy zapadł zmrok, ponownie stanął na przełęczy, na której po raz pierwszy usłyszał Marę. Zimny wiatr poruszył koronami starych drzew. Trochę wyobrażał sobie, jak tajemnicza Mara kryje się właśnie gdzieś tam w mroku, gotowa odbić jego ostatni kawałek.
„Jestem tutaj” — wypowiedział bezgłośnie, starając się złapać oddech.
„Proszę, zabierz mnie ze sobą” — ponownie odezwała się słaba, drżąca sylaba.
Kuba zapadł na ziemię, zziębnięty, a powoli opadła nań gęsta ciemność lasu.
Noc była bezsenną walką – w jego głowie buchnęły pamięci tysiąca słów, które nagle zniknęły, pozostawiając tylko pustkę i tęsknotę za tym, co bezpowrotnie utracone. „Mój głos jest twoją wolnością, twoja dusza jest moją uwięzioną”, szepnęła Mara, jak jeśli całe zło świata znalazło się w jednym deszczowym dniu i jednym nocnym westchnieniu.
Rano Kuba obudził się z głosem — mówiącym samotność i ból — ale tym razem, z nim. Zdawał się jakby powrócił do środka gardła, choć mocny jak nigdy, ale w tej samej chwili powietrze Pradoznało mu zimny szept: „Mam cię na Łysej Górze, nigdy mnie nie zostawisz”.
Mara znalazła swoje schronienie. A gdy Moc zyskają ci, którzy jej głos przyjmą… rozlega się cisza.
I tak od wieków ta dziwna dola prześladuje mieszkańców okolic, którzy przemierzają Przełęcz Łysej Góry nocą. Niektórzy z nich usłyszą przywołujący szept lub proszące wołanie o pomoc – każdy, kto na nie odpowie, traci swój głos aż do poranka, a jego echo spoczywa razem z Marą między szczytami, skąd niełatwo się wyrwać.
Niektórzy twierdzą, że głos może wrócić po wielu dniach, inni, że zostaje już na zawsze.
Może to zwykły wymysł? Ale jeśli kiedyś zapuścisz się tam nocą i usłyszysz cichy, wymęczony kobiecy głos szepczący do ciebie z mroku, lepiej nie odpowiadaj.
Bo głos, jeśli go oddasz, zostanie na Łysej Górze. Z Marą.
Czy odważyłbyś się zaryzykować?
Jeśli kiedyś będziesz sam na Przełęczy Łysej Góry i usłyszysz delikatny, pełen smutku szept, pamiętaj: Mara prosi o coś, ale nigdy nie wolno na to odpowiadać. Twój głos może już nigdy do ciebie nie wrócić.
