Zaczęło się niewinnie. Nowy dom – stary, trochę zaniedbany – który właśnie kupiliśmy za niebotycznie niską cenę. W okolicy nikt się nie chwalił, że tam mieszka, a sąsiedzi omijali go szerokim łukiem. Zapewne dlatego, że przy dwupiętrowej, ceglastej kamienicy roztaczał się przez cały dzień chłód i wilgoć, a drzwi do piwnicy wydawały się spękane i zapadnięte. Mieliśmy tam zorganizować mały magazyn, kilka półek, trochę starej skrzyń i zapasów – nic skomplikowanego.

Pierwszej nocy, kiedy jeszcze więźliśmy ostatnie pudła, usłyszałem ciche, ledwo słyszalne stukanie dochodzące z piwnicy. Serce zaczęło mi bić szybciej, a dreszcz przebiegł po plecach. Kiedy wszedłem do środka, powietrze było gęste od wilgoci i śmierdzącego grzyba. Chciałem już wyjść, ale wtedy coś przemknęło mi pod stopami, zostawiając mokrą, lepku plamę na podłodze. Nie mogłem tego zignorować, więc zapałałem ciekawością i zszedłem po drabinie głębiej w ciemność.

Piwnica rozciągała się dalej, niż pozwalały na to schematy starego budynku. Stara ściana ustąpiła miejsca wilgotnej, niedokończonej nory, w której czułem ukryte, nieregularne ruchy. I wtedy właśnie pojawił się on – ghul. Nie wyglądał jak żaden potwór z książek czy filmów. Był szczurzym koszmarem spod ściany, pokryty szarą, rozciągniętą skórą, z oczyma jak rozpalone węgle. Jego pysk był bardziej martwy niż żywy, a szczęki czarowały dźwięki łamania kości i rozerwanych mięśni. Zaczął się powoli kierować w moją stronę, a jego głód, bardziej niż cokolwiek innego, wyczuwałem niczym gęsty, duszący dym.

Zamknąłem drzwi piwnicy, ale było za późno. Po kilku dniach zaczęły znikać drobne rzeczy. Potem zwierzęta z okolicy – koty, psy – do których nikomu nie było żal. Sąsiedzi zaczęli szeptać o zniknięciach ludzi, o grobach bez trumien, zasypanych na szybko, zbyt szybko. W końcu stało się jasne, że ten demon głodu żyje nie tylko w naszej piwnicy, ale w każdym domu, który zapomina o swojej przeszłości. Że jego apetyt rośnie nieustannie, a jedynym, co go powstrzyma, jest ludzkie mięso – świeże i krwawiące.

Nie było odwrotu. Musiałem z nim walczyć, ale w ciemności, o której niewielu śni nocą, nie ma miejsca na nadzieję, tylko głód, który nigdy nie gaśnie. Ghula nie da się po prostu wyrzucić czy zapomnieć – to on czai się w mroku piwnic, czekając, aż ktoś zbłądzi i zostanie kolejną przekąską dla demona głodu. Teraz wiem, że w każdym domu istnieje takie miejsce, w którym czeka. I jeżeli usłyszysz stukanie, albo poczujesz zapach zgnilizny, lepiej, żebyś nie zaglądał w piwnicę. Bo ghul już zerka na ciebie.